Madryt 2017
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 lipca 2017
niedziela, 4 października 2015
środa, 30 września 2015
środa, 3 czerwca 2015
środa, 20 października 2010
oko na Maroko
Zgodnie z obietnicą daną wczoraj Dzikowi :) Mała przerwa w publikowaniu zdjęć koni i osłów, choć przyznać muszę , że mnie okrutnie korci ;P Na tym polega urok Mijas, pełno się tam kręci zwierzyny nieparzystokopytnej. A więc żegnamy Mijas - i na tą okazję parę landszaftów .
Z Andaluzji, która miała być przysłowiowo - słoneczna , przepędziła nas zima stulecia ( albo coś około tego :) , a więc 20 stopni Celsjusza w lutym i upierdliwe deszcze. Nie zastanawiając się długo obraliśmy jedyny słuszny kierunek - Afryka !
W związku z tym, że "zima stulecia" panowała nie tylko na kontynencie, ale również na morzu, wszystkie szybkie ( 30 min ) kursy katamaranami wypasionych, hiszpańskich linii na trasie Terifa - Tanger, były odwołane. Po spędzeniu kilku godzin w porcie, z nadzieją, że może coś jednak popłynie, dowiedzieliśmy się, że z Algeciras, portu oddalonego o jakieś 25 km, wypływają, pomimo sztormów, promy marokańskich linii. A więc ruszyliśmy!!!
Ale o tym później ;P
Z Andaluzji, która miała być przysłowiowo - słoneczna , przepędziła nas zima stulecia ( albo coś około tego :) , a więc 20 stopni Celsjusza w lutym i upierdliwe deszcze. Nie zastanawiając się długo obraliśmy jedyny słuszny kierunek - Afryka !
W związku z tym, że "zima stulecia" panowała nie tylko na kontynencie, ale również na morzu, wszystkie szybkie ( 30 min ) kursy katamaranami wypasionych, hiszpańskich linii na trasie Terifa - Tanger, były odwołane. Po spędzeniu kilku godzin w porcie, z nadzieją, że może coś jednak popłynie, dowiedzieliśmy się, że z Algeciras, portu oddalonego o jakieś 25 km, wypływają, pomimo sztormów, promy marokańskich linii. A więc ruszyliśmy!!!
Ale o tym później ;P
wtorek, 19 października 2010
poniedziałek, 18 października 2010
niedziela, 17 października 2010
piątek, 15 października 2010
czwartek, 14 października 2010
środa, 13 października 2010
pozytywne wibracje w drodze do Mijas
Ktoś kiedyś zarzucił mi , że większość streetowych zdjęć jest przepełniona ponurym, dołującym klimatem. Zazwyczaj pokazuje bidę, smutek, tragedię itp itd. Otóż nie ;P
środa, 6 października 2010
Waldek z el Chorro
Prosto z Girony udaliśmy się o Malagi, skąd to, już nie drogą powietrzną, udaliśmy się do El Chorro.
I w tym momencie post ten kłóci się z ogólnie przyjętą koncepcją tego bloga. Miał to być blog poświęcony życiu ulicy, miał obrazować miejskie kontrasty, syf , brud, dokumentować miał ludzkie wzloty i upadki, przemijanie itp itd. Nic z tego. Na chwilę przyłożyłem aparat do oka, czego wynikiem okazały się trzy prezentowane poniżej landszafty ;)
Ok. W tak pięknych okolicznościach przyrody, a dokładniej stojąc w kolejce po bagietkę, ser i wino w lokalnym sklepie spożywczym, słysząc polską mowę podszedł do nas pewien gość ( ten ze zdjęcia ;). Przedstawił się jako Waldek z Katowic. Wzruszony tą chwilą spytał o to co tam w Polsce słychać. Wszyscy jak jeden mąż wymieniliśmy uśmiechami i po krótkim streszczeniu skończyliśmy na wspólnym śniadaniu, rozkładając się na karrimatkach. Zrobiliśmy Waldkowi kawy i poczęstowaliśmy jakimś ciastkiem. Podczas śniadania okazało się , że o kilku lat chodzi. Chodzi, przemierzając Europę. Idzie z Polski do Portugalii a co później , to się okaże. Tam gdzie Mu się spodoba zostaje na dłużej, takim miejscem okazało się oczywiście El Chorro. Jego życiem kieruje przyroda. Wstaje o świcie, kładzie się spać o zmierzchu. Je to co znajdzie, lub kupi, za zarobione pieniądze. Tęskni za bliskimi i rodziną, którą kazał nam pozdrowić. Co czynię za pomocą tego bloga, gdyż nie mam żadnych namiarów .
Śniadanie nie trwało za długo . Waldek był akurat w drodze więc zebrał się i ruszył dalej, dziękując za kawę i ciacho, po czy zniknął za najbliższym zakrętem .
Nie spotkaliśmy go więcej , gdyż z Chorro przepędziła nas zła pogoda.
I w tym momencie post ten kłóci się z ogólnie przyjętą koncepcją tego bloga. Miał to być blog poświęcony życiu ulicy, miał obrazować miejskie kontrasty, syf , brud, dokumentować miał ludzkie wzloty i upadki, przemijanie itp itd. Nic z tego. Na chwilę przyłożyłem aparat do oka, czego wynikiem okazały się trzy prezentowane poniżej landszafty ;)
Ok. W tak pięknych okolicznościach przyrody, a dokładniej stojąc w kolejce po bagietkę, ser i wino w lokalnym sklepie spożywczym, słysząc polską mowę podszedł do nas pewien gość ( ten ze zdjęcia ;). Przedstawił się jako Waldek z Katowic. Wzruszony tą chwilą spytał o to co tam w Polsce słychać. Wszyscy jak jeden mąż wymieniliśmy uśmiechami i po krótkim streszczeniu skończyliśmy na wspólnym śniadaniu, rozkładając się na karrimatkach. Zrobiliśmy Waldkowi kawy i poczęstowaliśmy jakimś ciastkiem. Podczas śniadania okazało się , że o kilku lat chodzi. Chodzi, przemierzając Europę. Idzie z Polski do Portugalii a co później , to się okaże. Tam gdzie Mu się spodoba zostaje na dłużej, takim miejscem okazało się oczywiście El Chorro. Jego życiem kieruje przyroda. Wstaje o świcie, kładzie się spać o zmierzchu. Je to co znajdzie, lub kupi, za zarobione pieniądze. Tęskni za bliskimi i rodziną, którą kazał nam pozdrowić. Co czynię za pomocą tego bloga, gdyż nie mam żadnych namiarów .
Śniadanie nie trwało za długo . Waldek był akurat w drodze więc zebrał się i ruszył dalej, dziękując za kawę i ciacho, po czy zniknął za najbliższym zakrętem .
Nie spotkaliśmy go więcej , gdyż z Chorro przepędziła nas zła pogoda.
sobota, 2 października 2010
piątek, 1 października 2010
czwartek, 30 września 2010
środa, 29 września 2010
Girona 2 ; Catedral de Santa María de Gerona
Postanowiłem, że od chwili obecnej aż do odwołania, będę wrzucał codziennie coś na bloga. Pomoże mi to znaleźć motywację do obrobienia tych gigabajtów rawów zalegających od lutego na dysku ;)
wtorek, 28 września 2010
Girona 1
...Wszystkie ryyybki śpią w jeziorze ciurralla ciurrallala...
No to już po jubileuszu ;) .
Czas nie zając i trzeba lecieć dalej. W lutym tego roku miałem niewątpliwą przyjemność odwiedzić kawałek lądu , gdzie rządzi pozytywny iberyjski klimacik, następnie uderzyliśmy do Maroka, ale powoli powoli. Wszystko w swoim czasie. Polecimy po kolei. Na początku pierwsze strzały z Girony
No to już po jubileuszu ;) .
Czas nie zając i trzeba lecieć dalej. W lutym tego roku miałem niewątpliwą przyjemność odwiedzić kawałek lądu , gdzie rządzi pozytywny iberyjski klimacik, następnie uderzyliśmy do Maroka, ale powoli powoli. Wszystko w swoim czasie. Polecimy po kolei. Na początku pierwsze strzały z Girony
Subskrybuj:
Posty (Atom)































